Skąd mam wiedzieć, że mnie tam właśnie nie ma.

Dr Gregory House


Izba przyjęć: House zrobił swoje, House może odejść

Autor: ToAr | Kategoria: Serial | data: 11 lutego 2012 | Odsłon: 1480


Zwierz nie czuje się w pełni uprawniony do pisania tej notki. Z oglądania Housa zrezygnował pod koniec poprzedniego sezonu. Nigdy tej decyzji nie żałował. Ale gdy wczoraj w nocy przeczytał, że House kończy się na zawsze, nie mógł się powstrzymać by nie zastanowić się co to oznacza.



Zacznijmy od tego, że nie zależnie od opinii jakie zwierz ma na temat późniejszych sezonów przygód aroganckiego Doktora pierwsze trzy sezony tego serialu to czyste telewizyjne złoto. Więcej zwierz może z ręką na sercu przyznać, że to prawdopodobnie dzięki Housowi zwierz wciągnął się w świat amerykańskiej telewizji. Choć samemu zwierzowi wydaje  się to dziwne ( patrząc z dzisiejszej perspektywy) kiedy Hugh Laurie odbierał swoje Złote Globy za role w pierwszych sezonach Housa zwierz rozmyślał co to takiego jest ten serial o wrednym doktorze. I gdyby nie był fanem angielskich dokonań grającego go aktora pewnie nigdy by po tą produkcję nie sięgnął.

House niewątpliwie stał się  synonimem triumfu jaki telewizja amerykańska odniosła prawie dziesięć lat temu.  Nowe seriale pojawiające się hurtowo, nie tylko sprzedały się w stanach ale i zyskały popularność za granicą. Choć do Polski moda na Housa dotarła z opóźnieniem to jednak uderzyła ze zwielokrotnioną siłą. W pewnym momencie pytaniem jakie można było zdać znajomym było nie „ Czy oglądasz House’a” tylko „ Który sezon oglądasz”. PO tym można było odróżnić kto jest na bieżąco, a kto dopiero zaczął swoją przygodę ze światem szalonych diagnoz. Co więcej pisanie o Housie wprowadziło do polskiej publicystki serialowej poważniejsze tony. O fenomenie serialu, o jego wartości edukacyjnej, o konstrukcji głównego bohatera pisano praktycznie we wszystkich gazetach. Niekiedy jednocześnie ( był taki okres kiedy Hugh Laurie spoglądał na zwierza niemal z każdego czasopisma)

Sukces Housa musiał się jednak wcześniej czy później stać gwoździem do jego trumny. Po pierwsze – przyniósł popularność grającym w nim aktorom, a właściwie aktorkom  - odejście Cameron po trzecim odcinku czy efemeryczne pojawianie się 13 po sukcesie jaki odniosła Olivia Wilde nie przysłużyły się serialowi, podobnie jak konieczność przedwczesnego wykasowania z serialu Karla Penna który postanowił robić karierę polityczną. Pod względem obsadowym gwoździem do trumny było chyba jednak odejście grającej Cuddy Lisy Edelstein, która po prostu nieco szybciej niż inni zwiała z tonącego statku. Paradoksalnie aktorem, który chyba najmniej rwał się do wykorzystania sławy z serialu był sam Hugh Laurie – pomiędzy kolejnymi sezonami zagrał kilka małych ról i nagrał niezłą płytę ale  przez te wszystkie lata przede wszystkim był Housem.

Jednak nie tylko obsada stanowiła o tym, że poziom serialu zaczął się obniżać. Największym problemem był brak potencjału dramatycznego. Umrzeć można na ograniczoną ilość sposobów, na ograniczoną ilość sposobów można tej śmierci zapobiec.  Co więcej nawet jeśli przyjmiemy, że medycyna nie jest taka ważna ( choć przecież na początku była najważniejsza co chyba przesądziło o sukcesie pierwszych sezonów ) to same postacie nie są wystarczająco ciekawe by dało się ciągnąć serial w nieskończoność. Największym problemem jest tu sam House. Początkowy pomysł by oprzeć go po części na Sherlocku Holmsie sprawdził się idealnie. Aroganckiego geniusza łatwo pokochać jak długo robi to czego my robić nie możemy. Chamski, szczery do bólu ale wybitny House był postacią wyjątkową. Kiedy zaczęto go uczłowieczać jego zachowanie przestało był możliwe do zaakceptowania, a jego metody przestały być fascynujące. Z naszego geniusza którego podziwiamy i nienawidzimy zamienił się w chama z którym nie chcemy mieć wiele wspólnego. Gwoździem do trumny okazał się tu jego związek z Cuddy. I to nie dlatego, że scenarzyści ucięli panujące między nimi seksualne napięcie ale dlatego, że nie byli się w stanie zdecydować. House uczłowieczony – nikogo nie interesuje, House zachowujący się w związku tak jak przy łóżku pacjenta – budzi niechęć.

Być może kiedyś do słownika fanów seriali obok „przeskoczyć nad rekinem” wejdzie” wjechać w ścianę”. Bo to dokładnie po tym geście naszego bohatera zwierz i wielu widzów straciło do serialu serce. Nie mniej teraz kiedy zwierz wie, że koniec jest blisko – zwierz czuje przyjemne napięcie. W końcu cała ta obserwowana przez nas od lat historia musi mieć puentę. Autorzy scenariusza muszą się raz na zawsze zdecydować i odpowiedzieć na pytanie. Czy bohater zostanie nagrodzony czy potępiony?  Czy w ostatnich scenach będzie Gregorym Housem czy kimś zupełnie innym? Czy jest jakiś koniec takiej historii, a jeśli jest to czy może być dobry? Zwierz nie chce przesadzać ale jego zdaniem od tej odpowiedzi wiele zależy. Jeśli scenarzyści wybiorą źle, czy pójdą na łatwiznę House przejdzie do historii telewizji jako serial, który kiedyś kochaliśmy.  Jeśli wybiorą dobrze House ma szanse pojawiać się w naszych telewizorach jeszcze przez długie lata jako obowiązkowy klasyk. I zwierz jako już nie widz bardzo ale to bardzo liczy na to drugie rozwiązanie.

Bo choć to śmieszne. Zwierz Housowi bardzo wiele zawdzięcza.  I odnosi wrażenie, że nie on jeden.

ratyzbona

popcorner.pl/blogi/zwierz



Zgłoś błądStaramy się, aby na tej stronie były jak najbardziej wiarygodne informacje. Jeżeli, więc zauważysz jakikolwiek błąd, to prosimy o zgłoszenie go wraz z podaniem linka do strony, na której się znajduje. Możesz się z nami również podzielić uwagami na temat strony. Za wszelką pomoc dziękujemy!
wasze komentarze (0)Dodaj kometarz »



Możesz być pierwszą osobą, która doda komentarz.